Pociąg do historii - portal historyczny miasta Marki

facebook.com instagram.com twitter.com youtube.com

Wielki pożar w przędzalni w Markach - 1897

metryczka wpisu
fb.com:
opub.:2020-04-21, 21:02
data powiązana:1897-04-07
tagi:Pod zaborami
Wycinki prasowe-Marki
Fabryka Briggsów

O pożarze w przędzalni Briggsów pisała prasa codzienna. Kurjer Warszawski w numerze 98 z 8 kwietnia 1897 roku, poświęcił tej sprawie krótką notatkę:

Pożar w Markach
Wczoraj wieczorem, z przyczyny niewiadomej, wybuchł olbrzymi pożar w przędzalni firmy Briggs i Posselt w Markach. Ogień pojawił się w nowym oddziale fabryki, zawierajacym skład towarów przygotowawczych. Mimo energicznego ratunku, cały ten oddział padł ofiarą pożaru. Zgorzał zapas towarów, nowa maszyna i.t.d
Straty wynoszą podobno przeszło 500,000 rs.

Szerszą informację zamieścił Kurjer Poranny, także z 8 kwietnia 1897 roku.

Pożar przędzalni w Markach pod Warszawą
Wczoraj późnym wieczorem po g. 10 wybuchnął pozar w wielkich przędzalniach w Markach. Ogiń mając podatny materjał, szerzył się z niesłyczhaną gwałtownościa.
O g. 10 m. 35 widać już było łunę z Warszawy. Straż ogniow Prazka nie wyruszyła bo konny jej wysłaniec uprzedził ją, że ogień wybuchnął o 10 wiorst od miasta.
Na prośbę przybyłych z Marek członków zarządu fabryki, by wysłano przynajmniej jeden oddział straży, p. Oberpolicmajster pułkownik Gresser dał odpowiedź odmowną, ze względów o bezpieczeństwo miasta.
Jak się dowiadujemy, zgorzała do g. 3 cała nowozbudowana część fabryki ze wszystkiemi maszynami. Ogień o tej porze już nie groził innym budynkom.
Szkody są bardzo znaczne. Fabryka była ubezpieczona w 7 towarzystwach ubezpieczeń.

Redakcja Kurjera Porannego wysłała w 9 kwietnia specjalnego korespondenta na miejsce pożaru.

Pożar Marek
Jak już donosiliśmy w wczorajszym numerze naszego pisma w osadzie fabrycznej Marki w zakładach przemysłowych firmy Briggs i Posselt za rogatkami Ząbkowskiemi na 10 wiorście powstał znaczny pożar.
Dla zebrania bliższych wiadomości, wysłaliśmy na miejsce pożaru naszego sprawozdawcę. Oto zebrane przezeń szczegóły.

O g. 10 w. stróż nocny, obchodząc fabryczne zabudowania, spostrzegł dym wydobywający się z poddasza jednego z budynków, i natychmiast zawiadomił o tem p. Ernesta Posselta syna, a równocześnie zaalarmował całą osadę dzwonem fabrycznym.
W przeciągu kwadransa cała osada fabryczna stanęła na miejscu i z energją przystąpiła do walki ze strasznym żywiołem.
Główne dowództwo nad ratunkiem wziął w ręce syn właściciela młody p. Ernest Posselt, który jest naczelnikiem fabrycznej straży ogniowej, a pomagali mu bracia pp. Wiliam i Gustaw Posseltowie i pp. Jan i Alfred Briggsowie.
Założono węże do 20 hydrantów i poczęto zalewać płonący budynek, który w przeciągu pół godziny stał cały w płomieniach. O uratowaniu togo zabudowania przy największych wysiłkach mowy już być nie mogło, chodziło więc o umiejscowienie pożaru, co się w zupełności udało. Zerwano dach nad całym płonącym budynkiem i zapobieżono dostaniu się ognia do sąsiedniego budynku w którym w chwili pożaru znajdowało się około 100 beczek oleju i kilkaset pudów wełny. Gdyby ogień dostał się do tego budynku, cała osada fabryczna poszłaby z dymem. Śmiało jednak powiedzieć można że robotnicy osady fabrycznej Marki, nocy tej cudów dokazali, bo oto gdy cała uwaga skierowaną była w stronę umiejscowienia pożaru wiatr wschodni przerzucił ogień na główny środkowy budynek sześciopiętrowy. To była chwila najkrytyczniejsza. Zdawało się, że i ten budynek stanie się pastwą płomieni. Nie tracąc drogiego czasu, p. Posselt z kilkunastu robotnikami szybko wydostali się na szczyt płonącego dachu i odrąbali paląca się część, a skierowawszy dwa hydranty w tę stronę, uratowali cały ten budynek od zniszczenia.
W ten to sposób pożar pochłonął tylko dwa budynki, jeden parterowy i jeden piętrowy. W pierwszym znajdowała się pralnia wełny i przygotowalnia, a w drugim przędzalnia i parowa maszyna o sile 500 koni, służąca zarazem do oświetlania elektrycznego. W chwili pożaru w spalonym budynku znajdowało się kilkadziesiąt tysięcy pudów wełny oczyszczonej i nowe maszyny, z których jedna w dniu pożaru została w ruch puszczona po raz pierwszy. Cały ten zapas wełny w części spalił się, a w części został zalany wodą, maszyny zaś uległy zupełnemu zepsuciu. Również w głównym budynku bardzo ucierpiały od zalania wodą maszyny. Znajdujące się w sąsiednich budynkach: farbiarnia, piekarnia, szkoła, szpital i t.d. od ognia nie nie ucierpiały, natomiast od ognia popękało kilka tysięcy szyb w głównej przędzalni.
Przyczyna pożaru na razie nie wiadoma, to jest tylko pewnem, że pożar wszczął się w pralni wełny. O ile się zdaje, ogień zaprószony być musiał jeszcze podczas dnia i wełna przez kilka godzin się tliła, aż płomień dostał się do poddasza i przepaliwszy dach, wydobył się na zewnątrz i wtedy dopiero spostrzegł go stróż nocny. Również istnieje przypuszczenie, że pożar powstał wskutek splątania się drutów, służących do oświetlenia elektrycznego.Straty są znaczniejsze, niż by się na razie mogło zdawać, gdyż ogień pochłonął, jak już zaznaczyłem, znaczną ilość wełny już oczyszczanej, a więc najdroższej. Właścioiele, chcąc aby fabryka mogła być czynną bez przerwy, będą zmuszeni potrzebną ilość wełny oczyszczonej sprowadzić z zagranicy.W przybliżeniu straty w wełnie i maszynach wynoszą około miljona rubli. Fabryka zatrudniała 2,500 robotników w części anglików i niemców, o ile jednak jeden z właścicieli sądzi, nikt skutkiem pożaru zajęcia nie straci, gdyż fabryka bez przerwy w dalszym ciągu będzie czynną.
Wszystkie budynki fabryczne ubezpieczone były ogółem na 750,000 rs., maszyny zaś i znajdujący się towar na 2,500,000. Ponieważ jednak tak wysokiego ubezpieczenia jedno towarzystwo nie przyjmuje, więc fabrykę ubezpieczono w siedmiu towarzystwach w stosunku następującym: „Tow. Moskiewskie” 31 proc., „Warsz. Tow. Ubezp.” 8 proc., „I Rossyjskie” 19 proc., „II Rossyjskie” 16 proc., „Salamandra” 10 proc., „Północne” 10 proc. i „Jakor” 10 proc.W chwili, gdyśmy opuszczali miejsce pożaru wczoraj o g. 4 pp., z tlejącej się jeszcze wełny, wydobywały się kłęby dymu, który rozchodził się w promieniu 2 wiorst. Wogóle przy pożarze czynne były 2 maszyny parowe, 20 hydrantów, 4 sikawki ręczne i 15 beczek do wody, udział zaś w ratunku przyjmowało kilkuset robotników i wszyscy majstrzy fabryczni. Wodę dostarczała w bliskości położona rzeczka, która ze zbiornikiem połączona jest kanałem murowanym.Zaznaczyć należy, że wszystkie przybory ratunkowe nie pozostawiają nic do życzenia i niejedno miasto mogłoby pozazdrościć takiego taboru pożarnego.
J. L.

Obszerną informację o pożarze zamieszczono także w Gazecie Kuryer Codzienny z 9 kwietnia 1897 roku.

Pożar w przędzalni w Markach
Donosiliśmy już wczoraj o pożarze, jaki onegdaj późnym wieczorem nawiedził wielką przędzalnie w Markach, należącą do firmy Briggs i Posselt.
Ogień wszczął się w budynku parterowym, mieszczącym pralnię wełny i w pół godziny obrócił go w perzynę, niszcząc przytem kilkanaście tysięcy pudów wełny oczyszczonej. W pralni ustawiono niedawno nowe maszyny.
Płomienie z pralni przerzuciły się na sąsiedni budynek piętrowy, zajęty na przędzalnię z parową maszyną o sile 500 koni, która jednocześnie była motorem oświetlenia elektrycznego.
I tego budynku ocalić się nie udało: pozo stały z niego tylko zgliszcza i porujnowane maszyny.
Wobec silnego wiatru, akcya ratunkowa skierowała się głównie na niedopuszczenie ognia do innych zabudowań. Z prawej strony pralni znajdował się skład, w którym złożono kilkaset pudów wełny i około 100 beczek różnych smarów. Gdyby płomienie dostały się do tego łatwopalnego i tłustego materyału — cała fabryka poszłaby z dymem; na szczęście jednak, po zerwaniu dachu, ogień opanowano.
Również zajął się dach na głównym 6-piętrowym budynku, lecz i tu p. Posselt z kilkunastu robotnikami odwrócił niebezpieczeństwo, warsztaty jednak i maszyny bardzo ucierpiały od wody.
Przyczyna pożaru wyjaśnioną nie została. Straty są bardzo poważne, wynoszą bowiem około kilkuset tysięcy rubli.
Fabryka jest ubezpieczoną w siedmiu towarzystwach: budynki na 750,000 rs., towar zaś i maszyny na 2,500,000 rs.
Fabryka zatrudnia około 2,500 robotników, którzy zajęcia nie utracą, czynności bowiem nie ulegną przerwie.

Opracowanie:
Antoni Widomski

Źródła:
Kurjer Warszawski. R. 77, 1897, nr 98, dodatek poranny
Kurjer Poranny, R. 21, 1897, no 98
Kurjer Poranny, R. 21, 1897, no 99
Kuryer Codzienny, R.33, nr 99 (9 kwietnia 1897)

Deklaracja Dostępności

ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Marki, Warszawa