Pociąg do historii - portal historyczny miasta Marki

facebook.com instagram.com twitter.com youtube.com

Potrzeba 300 wołów roboczych - 1894

metryczka wpisu
fb.com:
opub.:2019-09-19, 15:49
tagi:Pod zaborami
Fabryka Briggsów

W lipcu 1894 roku w "Robotniku" opublikowano artykuł zatytułowany "Mydlenie oczu". Obszerny fragment poświęcony jest fabryce "Briggs i Posselt" i stosunkom panującym w tej fabryce.

Marki.
Dawniej, 10 lat temu, były tutaj tylko cegielnie, lecz gdy nabyli je pp. Briggs i Posselt, założyli ogromną przędzalnię wełny, zatrudniającą 2 tys. ludzi, z tych trzy czwarte kobiet.
Warunki pracy w tej fabryce są następujące. Robota rozpoczyna się o godzinie pół do szóstej rano i trwa do godziny 7-ej i 15 minut wieczór, z przerwami na obiad 45 minut i sniadanie 30 (więc 12 i pół godzin) czyli tygodniowo 75 godz.
Zresztą pp. fabrykanci i z tej krótkiej przerwy staraja się urwać co się da tylko. To też czas użyty na rewidowanie każdego wychodzącego robotnika, nie liczy się wcale, a zauważyć trzeba, że z powodu wadliwego urządzenia wyjścia i zapewne z powodu ekonomii na portyerów, wyjście odbywa się nader powolnie; dalej od śniadania urywają 5 minut, niby na czas potrzebny na przejscie od portyera do miejsca roboty, i przychodzący cokolwiek później płacą kary od 10 kop.
Rzemieślnicy, przeważnie stolarze, maja pracy znacznie więcej i zmuszeni są pracować po nocach, nieraz w święta i niedziele, tak że praca ich dochodzi niekiedy do 120-tu godzin tygodniowo.
Teraz praca przeciąga się i dłużej, do godziny 8-ej, gdyż fabrykanci rozszerzyli przedsiębiorstwo, lecz nie powiekszyli przy tem liczby kotłów parowych, nieraz więc trzeba robotnikom czekać nim się zbierze para. Czas ten, pomimo, że się on traci nie z winy pracujacych, a tylko fabryki, nie zalicza sie w czas pracy.
Za tę pracę kobiety otrzymują od 2 rs.50 kop., rzemieślnicy od 6-12 rs. na tydzień.
Zresztą i tutaj fabryka pod różnymi pozorami urywa cóśkolwiek.
To ślusarzom nie zalicza jakiej godziny nocnej pracy, i to się stale odbywa, tak że nie bywa wypadku, by przy wypłacaniu pracujący nie został skrzywdzonym; to znowu spadnie jaka kara za jakieś przewinienie, którego się trudno przy surowym regulaminie ustrzedz.

Dla charakterystyki stosunków w tym względzie przytoczę kilka faktów.
Pomocnik ślusarski, Grzegosz Przybysz po pracy w sobotę do 1-ej godziny w nocy, nie przyszedł do roboty w niedzielę z powodu niezdrowia; osztrafowano go na 50 kop.
Pomocnik kowalski zapowiedział, że nazajutrz nie przyjdzie do pracy, gdyż musi sobie wyrobić paszport - 50 kop. sztrafu.
Olga Tichtman 3 dni nie przychodziła do pracy z powodu choroby, na co otrzymała swiadectwo od lekarza fabrycznego - 1 rs. kary. Robotnica narobiła hałasu i wywalczyła swoje, lecz majster zapowiedział jej, że odtąd będzie otrzymywała tygodniowo o 50 kop. mniej.
Faktów takich można przytoczyć bez liku. Kradną więc nam pp. fabrykanci i czas na odpoczynek przeznaczony i zarobek krwawym potem zapracowany.

A w dodatku jeszcze znosić musimy grubijańskie obejście się z nami.
Sam właściciel p. Briggs, przykład po temu podaje: tak naprzykład, gdy spostrzegł że pomocnik giserski, Olsiak, wziął do pucowania rury jakiś drążek, uderzył go kilka razy w twarz tak silnie, że musiano go wodą odlewać.
Za tym przykładem idą jego pomocnicy: majstrowie, portyer i inni. Obelgi, połajanki, niekiedy szturchańce sypią się na pracujących zewsząd i ciągle.
Osobliwie dokuczył nam wszystkim swem grubjaństwem portyer, niemiec Schultz i połajanki, obelżywe słowa z ust mu nie schodzą, nieraz już się na niego skarżono i do inspekcyi fabrycznej i do sądu, lecz nic nie pomaga, skarżącym zaś na dobre to nie wychodzi, gdyż Schultz jest ulubieńcem właścicieli, którzy za skargi na niego wydalają robotników.

Na zakończenie podaję kilka szczegółów, tyczących się pomocy lekarskiej w fabryce. Lekarzem jest p. Waśkiewicz, którego nigdy znaleźć nie można. Nieraz się już zdarzało, że chorzy umierali bez pomocy lekarskiej, gdyż p. Waskiewicz cześciej przebywa w Warszawie niż w Markach.

Po strejku na 1-szy maj przy każdej sobotniej wypłacie wyrzucają kilku lub kikunastu. Robotnicy umiescili w "Kur. Warsz." ogłoszenie następujacej treści: "Do Marek! Potrzeba 300 wołów roboczych, wiadomość w Markach u szwajcara w fabryce"
W ten sposób chcieli wyrazić, ze właściciele fabryki nie ścierpią u siebie ludzi myślących, rozumiejących swoje położenie, i ze zawsze im chodzi o posłusznych wołów, odznaczających się przytem siłą fizyczną, z którejby można czerpać olbrzymie korzyści.

Antoni Widomski

Źródło:
Robotnik, organ Polskiej Partyi Socyalistycznej, 1894, nr 2, (lipiec)

ACTIVENET - projektowanie stron internetowych - Marki, Warszawa